Akademia Górniczo-Hutnicza

10/10/2018 | News release | Distributed by Public on 10/10/2018 16:27

„Kondensator odkryto w Kamieniu Pomorskim!” – felieton

10.10.2018

Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Gazecie Krakowskiej 10.10.2018 r.

Jutro będzie rocznica. 11.10.1745 roku w Kamieniu Pomorskim udało się zbudować urządzenie, które zrewolucjonizowało wiedzę o elektryczności. Wiąże się z tym pewna anegdota.

Często bywa tak, że sława odkrywcy przypisana zostaje do osoby, która w rzeczywistości tego odkrycia wcale nie dokonała, natomiast rzeczywisty odkrywca pozostaje w cieniu. Pisałem tu między innymi o odkryciu (skonstruowaniu) żarówki, co powszechnie przypisuje się Edisonowi nie zwracając uwagi na wcześniejszy patent Brytyjczyka Swana (tekst 'Jak powstały i dlaczego znikają żarówki?' jest dostępny w Internecie). Dzisiaj chcę opowiedzieć o odkryciu kondensatora, urządzenia pozwalającego gromadzić ładunki elektryczne.

Kondensatory są dziś powszechnie używane w elektronice i w elektrotechnice, ale specjalnych emocji nie budzą, bo używamy ich od blisko trzystu lat, a dzisiaj mamy do czynienia z mnóstwem o wiele bardziej wyrafinowanych urządzeń elektrycznych, które służą nam na co dzień, i którymi mamy prawo się zachwycać. Ale w XVIII wieku, gdy dokonano omawianego tu odkrycia, kondensator był urządzeniem doniosłym. Był to bowiem pierwszy przyrząd, za pomocą którego elektryczność można było gromadzić i przechowywać. Wcześniej na to, by wykonać jakiś eksperyment z elektrycznością - trzeba było ją pracowicie na bieżąco wytwarzać. Wytwarzanie ładunków elektrycznych polegało wówczas na pocieraniu przedmiotów nie przewodzących prądu (na początku był to bursztyn, ale później używano głównie szkła). Zbudowano nawet cały szereg bardzo pomysłowych urządzeń (tak zwanych maszyn elektrostatycznych), które to pocieranie mogły ułatwić. W wyniku takiego pocierania (jedwabną lub wełnianą szmatką) na powierzchni pocieranych przedmiotów gromadził się ładunek elektryczny, który manifestował swoją obecność przyciąganiem lub odpychaniem różnych przedmiotów, a także wyładowaniami elektrycznymi, które były szczególnie efektowne.

Zajmowali się tym badacze przyrody, ale modne były także pokazy 'fenomenów elektryczności' w salonach arystokracji. Ludzi ekscytowały wstrząsy elektryczne, jakich doznawali po dotknięciu naelektryzowanego przedmiotu, efekty typu unoszenie do góry włosów osoby, która przyjęła ładunek elektryczny oraz miniaturowe pioruny, jakie można było wytworzyć między naelektryzowanym przedmiotem a uziemieniem. Napiszę o tym za tydzień.

Nawiasem mówiąc warto tu dodać, że używane do dziś terminologia, w której używa się określenia 'ładunek' elektryczny, wiązała się z tym, że naelektryzowane ciała mogły 'strzelać' wyładowaniami, czyli zachowywały się jak naładowana prochem broń palna.

Jednak naelektryzowane przedmioty szybko traciły swoje nadzwyczajne właściwości, bo wytworzone w nich ładunki po prostu uciekały.

Ale właśnie w 11.10.1745 roku w małym miasteczku Kamień Pomorski udało się zbudować urządzenie, które takie ładunki pozwalało gromadzić, a potem wykorzystywać w celach badawczych, ale także leczniczych. Takie urządzenie nazywa się dziś kondensatorem i może być bardzo zminiaturyzowane, ale w pierwotnych wykonaniach była to sporych rozmiarów butelka napełniona przewodzącym płynem (mogła to być woda morska albo rtęć) do której od zewnątrz przyłożony był jakiś materiał przewodzący (na początku była to tylko dłoń badacza, którą potem zastąpiła metalowa folia).

Zbudowanie i przebadanie takiego urządzenia - to był znaczący sukces, który powinien przynieść odkrywcy zasłużoną sławę. Tymczasem wynalazek kondensatora jego rzeczywistemu twórcy nie przyniósł żadnych korzyści, bo autorstwo przypisano Pieterowi van Musschenbroekowi, profesorowi Uniwersytetu w Lejdzie. Na skutek tej pomyłki kondensator (w swojej pierwotnej postaci) do dzisiaj bywa nazywany 'butelką lejdejską', chociaż liczne dowody wskazują na to, że doświadczenia w Lejdzie przeprowadzono rok później, niż w Kamieniu Pomorskim. O priorytet odkrywcy z Kamienia Pomorskiego upominał się już w 1746 roku Daniel Gralath, naukowiec działający w gdańskim Towarzystwie Fizyki Doświadczalnej (Societas Physicae Experimentalis), który pisał w tej sprawie listy do Akademii Francuskiej. A jednak w podręcznikach i encyklopediach do dziś jako odkrywca wskazywany jest Musschenbroek. Wynika to z faktu, że był on znanym i uznanym fizykiem, a odkrywca z Kamienia Pomorskiego badaniami przyrodniczymi zajmował się amatorsko, z zawodu był prawnikiem i w sferach naukowych miał zdecydowanie małą siłę przebicia.

Chętnie bym spuentował to opowiadanie stwierdzeniem:
'Tak oto, po raz kolejny, odkrycie dokonane przez Polaka, przypisane zostało do nazwiska badacza zagranicznego!'.

Jednak nie mogę tego zrobić, bo odkrywca z Kamienia Pomorskiego nazywał się Ewald Georg von Kleist, był ponad wszelką wątpliwość Niemcem, a sam Kamień Pomorski nosił w tamtych czasach nazwę Cammin in Pommern...

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji